Ślub plenerowy -Pałac Żelechów

I cóż że ze Szwecji ;)

Kiedyś dostałem maila z zapytaniem czy fotografuję na weselach z udziałem zagranicznych gości. Odpowiedziałem, że owszem. Wielokrotnie fotografowałem na weselach polsko-zagranicznych… Ale jak się okazało – wesele było całkowicie szwedzkie – tyle tylko, że w Polsce w Pałacu w Żelechowie. Państwo Młodzi bywali w Polsce biznesowo i kiedyś nocowali właśnie w Pałacu w Żelechowie – tak im się spodobało to miejsce, że postanowili  zorganizować tu ślub i wesele. Jak się okazało – Pałac na kilka dni zarezerwowany był wyłącznie dla Jenny i Joela i ich gości. Pałac jest świetnie przygotowany na tego typu uroczystości; pokoje hotelowe, spa, basen, restauracja, ogromny park.

First look

Zdjęcia rozpocząłem od przygotowań Pary Młodej. W przygotowaniach pomagali drużbowie. Następnie PM mogła się zobaczyć po raz pierwszy zobaczyć w strojach ślubnych. Tzw. “first look” odbył się w ustronnym miejscu – bez świadków – właśnie po to, żeby Państwo Młodzi mogli się nacieszyć swoim widokiem nawzajem. Uważam, że jest to niezwykle ważna chwila dla PM w dniu ślubu. Warto zaplanować taki moment podczas własnego ślubu.

Plenerowy ślub w pałacowym parku.

Jenny i Joel zadbali o każdy detal na swojej uroczystości. Było pięknie, było dużo pięknych słów, moc wzruszeń. Szczerze mówiąc musiałem mieć oczy dookoła głowy – ponieważ obyczaje trochę się różniły od naszych. Ale osobiście dla mnie jako fotografa ślubnego było to świetne doświadczenie i dodatkowy dreszczyk emocji.

Po życzeniach, szampanach, zdjęciach grupowych zabrałem PM i drużynę na sesję w parku pałacowym. Potem czekała nas kolejna niespodzianka – oglądanie meczu MŚ w piłkę nożną. To właśnie tego dnia Szwecja rozgrywała mecz o półfinał z Anglią. Mimo tego, że goście Jenny i Joela zaciekle kibicowali to niestety drużyna Szwecji przegrała 0-2. Po meczu wszyscy goście udali się do restauracji pałacowej.

Kilku-godzinne przemowy i szalona zabawa do białego rana!

To co wyróżnia zagraniczne wesela to właśnie wielogodzinne przemowy rodziny, przyjaciół, właściwie chyba wszystkich gości… Zazwyczaj podoba mi się tego typu wstęp do całej imprezy, ale…

tym razem było trochę inaczej – bo czułem się jak na tureckim kazaniu ponieważ przemowy były po szwedzku. Jedli, pili, przemawiali, wznosili toasty! Musiałem być czujny – ponieważ nie wiedziałem kompletnie kiedy ktoś wybuchnie śmiechem albo zakręci mu się łza w oku…

Po kilku godzinach spędzonych za stołami goście wyszli na parkiet i…

…jak za dotknięciem magicznej różdżki wszyscy zaczęli tańczyć, bawić się, szaleć na pełnych obrotach. Było “grubo”

Dobrej zabawy podczas oglądania życzę!!!

ZAPYTAJ O WOLNY TERMIN

KOMENTARZE
EXPAND
Dodaj komentarz